Madryt

11-14.10.07

Madryt

Kto by pomyślał... na pewno nie ja... że zaraz po cudownych wakacjach w Portugalii wyląduję na kilka dni w boskim Madrycie...
A było to tak: biuro architektoniczne, w którym pracuję, organizuje co roku, dla swoich pracowników wycieczkę na kilka dni do miejsc dla architektów ważnych i koniecznych do zobaczenia.
Tym razem wybrano Madryt i tym o to sposobem znalazłam się kolejny raz w miejscu, z którym jestem bardzo związana emocjonalnie - w końcu przez ponad pół roku mieszkałam tam, pracowałam, uczyłam się i imprezowałam.

Madryt to miejsce magiczne. Urokliwe, mające cechy metropolii, ale nie przytłaczające. Piękne,
z rozmachem i duszą awangardy. Spacer po centrum to czysta przyjemność nie tylko dla turystów odwiedzających to miejsce po raz pierwszy, ale także dla tych, którzy tak jak ja, wiążą z tym miejscem wspomnienia.

Hotel Q, w którym spaliśmy mieści się w samym centrum - zaraz przy Gran Via. Nie jest tani, ale bardzo wygodny , dobrze urządzony z miła obsługa i pysznym bufetem. Tym którzy lubią mieć wszędzie blisko - bardzo polecam.

W hotelu jedliśmy tylko śniadania, gdyż mój szef jest smakoszem, uwielbia dobra kuchnie i w 4 dni chciał spróbować najlepszego jedzenia w możliwie jak najlepszych restauracjach.
Mnie do gustu bardzo przypadła restauracja Viuda Blanca, urządzona w jednym z madryckich podwórek na tyłach Teatru Narodowego, połączona z barem Viuda Negra, gdzie wieczorami można potańczyć do dobrej muzyki, albo poleżeć na wygodnych materacach sącząc drinki.
Jedliśmy również w znanej na całym świecie restauracji Teatriz, gdzie na dawnej widowni urządzona jest sala restauracyjna, a na scenie bar. Wnętrze bardzo eleganckie, jedzenie i obsługa trochę mnie rozczarowały, za to goście wyglądali na dość zamożnych i dystyngowanych - jeżeli ktoś lubi takie miejsca i tzw "wysokie obcasy" to warto się tam wybrać. Jest też duża szansa na spotkanie tam hiszpańskich polityków, aktorów i inne osobistości.

Bynajmniej nie pojechaliśmy tam tylko dla pysznego jedzenia:)
Pierwszego dnia zwiedzaliśmy tzw. Stary Madryt. Zaczęliśmy od Plaza del Sol, Potem Plaza Mayor, Katedra, Zamek, Teatr Narodowy. Drugiego dnia Plaza de Cibeles, Muzeum Prado, Castellana, Biblioteka Narodowa, Plac Kolumba, Muzeum Reina Sofía, I dworzec kolejowy Atocha.

W niedziele obowiązkowo targ Rastro - najbardziej znany w dawnej żydowskiej dzielnicy na placach i uliczkach, gdzie można kupić prawie wszystko i gdzie dokonaliśmy pamiątkowych zakupów.
W biegu podziwialiśmy również perełki nowoczesnej architektury, których w Madrycie nie brakuje.
Wieczorami po całodziennym rajdzie i pysznych kolacjach upijaliśmy się pysznym hiszpańskim winem.
Trzy i pół dnia w niebie. Tak mogę to opisać.

Madryt błyszczy w słońcu jak perła, wszystkie kamienice są odnowione i zadbane, dużo zieleni, pięknie utrzymanej, czysto i schludnie. Mimo ogromnych tłumów na ulicach miasto jest przyjazne i wygodne. Metro - rozrastające się w błyskawicznym tempie (od mojej ostatniej wizyty 2 lata temu przybyły 2 nowe linie, a kilka zostało wydłużonych) rozwiązuje problemy komunikacji. Szerokie ulice i chodniki, oraz centrum wyłączone z ruchu kołowego, sprawia, że ludzie nie wchodzą na siebie nie popychają się, nie depczą, jest miło i swobodnie można robić zakupy.
A jest co kupować - Madryt po Nowym Yorku i Londynie, to stolica designu i mody. Przy czym ceny są zdecydowanie niższe od londyńskich, a ciuchy - przy najmniej na mój gust ładniejsze. Jest w czym wybierać. Robiąc zakupy należy jednak bardzo uważać na kieszonkowców i złodziei. Ja, objuczona siatkami straciłam jedną parę zakupionych dopiero co butów. Oglądając ciuchy w H&M zostałam lekko potrącona przez przepychającego się pana, szkoda, że dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że zabrał jedną z moich siatek.

Ale co tam...mówi się trudno.. W Madrycie z resztą, nie można się smucić - to takie pozytywne miasto, i taka miła atmosfera panuje w kawiarniach, na ulicach, placach, skwerkach, że nawet utrata nowych butów nie jest wystarczającym powodem do pogorszenia samopoczucia.
Wystarczy spojrzeć na uśmiechnięte twarze tubylców i od razu człowiekowi lepiej. A do tego ta cudowna pogoda - październik, a tam 25, 26 stopni, słońce od rana do późnego wieczora, ciepłe noce i kwiaty przez cały rok. No a dla miłośników piękna - bogata architektura, muzea, sklepy z ceramiką i meblami, liczne galerie...zresztą co ja się będę rozpisywać zobaczcie sami....

Kocham Madryt...M.

Zapraszamy, więcej zdjęć w galerii...

A glowna stacja kolejowa Wam

A glowna stacja kolejowa Wam umknela? To w zasadzie bardziej ogrod botaniczny...Pozdrawiam...Piter :-)